Fotografia dziecięca

Fotografia dziecięca

Dzieci są jednym z najbardziej wdzięcznych tematów zdjęciowych, z którymi możemy się spotkać w świecie fotografii. Nie chodzi tutaj tylko i wyłącznie o poziom techniczny wykonywanych zdjęć, w którym małą postać można łatwo wykadrować i zapewnić jej odpowiednią kompozycję ale o coś, czego nam aparat fotograficzny nie wygeneruje – czyli o emocje. Mali modele w swoim podejściu do życia, nie określają siebie przez pryzmat osoby, która koniecznie i bezwzględnie musi się przygotować do sesji. Nie liczy się dla nich odpowiednia poza, odpowiednie ułożenie ciała, gdyż u nich zasady całego pozowania ograniczają się jedynie do …. co może być zaskoczeniem…. polubienia i jak najszybszego zaakceptowania fotografa w ich otoczeniu. Nowa osoba biegająca z czarnym pudełkiem zwanym aparatem , nie zawsze jest mile widziana nawet w towarzystwie rodziców. Oczywiście, są takie gwiazdy, które na widok aparatu, od razu przyjmują pozę waleczny tygrys, nieposkromiony smok lub królewna Śnieżka czy modelka klasy bardzo ach profi. Ciężko oczywiście stwierdzić co taki maluch ma na myśli, robiąc wtedy swoje nietuzinkowe miny, ale szybkie spojrzenie na buzię oraz na charakter tych min czy też oczy, które mówią nam więcej niż cały podręcznik do nauki fotografowania dzieci i sprawny obserwator jest już na tropie odgadnięcia w jakim kierunku idzie fotograficzna przyjaźń. Nie każdy może jednak zostać fotografem dzieci, mimo nawet wielkiej własnej determinacji. Taka osoba powinna posiadać coś więcej – osobowość pomagającą stworzyć strefę bezpieczeństwa dla dziecka oraz pozostawioną w sobie cząstkę „dziecięcej duszy”. Oczywiście nie namawiam do sprawdzania kieszeni kandydata na fotografa dla naszej pociechy, w celu poszukiwania klocków LEGO lub zabawek z dzieciństwa, ale sama rozmowa przed umówieniem się na sesję, jak najbardziej jest pożądana. Co do zabawek i klocków, pominął bym tutaj opcję fotografa faceta, który z niepotwierdzonych opinii wielu kobiet, często bywa dzieckiem przez całe życie  i takie gadżety może mieć zawsze na swoim podorędziu . Wracając jednak do sesji. Czasami wystarcza chwila, niekiedy pierwsze 5-10 minut aby wszystko się rozstrzygnęło na korzyść bądź nie w określeniu – jaka ta nasza sesja będzie. Bywa że spojrzenie naszego malucha, niekiedy zawstydzenia lub zaciekawienie potwierdza, że ta nasza chwilowa ” fotograficzna opiekunka” jest tym kimś kto będzie umiał wzbudzić zaufanie i poprowadzić całą sesję jako fajną zabawę z ogromem emocji. W tym właśnie tkwi cała sztuka pięknych zdjęć na dziecięcej sesji. Ale to nie wszystko….

Tak jak już wiemy z części pierwszej, ważne jest zaufanie i emocje, bo te elementy pozwolą nam na stworzenie zdjęć naturalnych i prawdziwych. Jak jednak uzyskać taką naturalność ? Po prostu musimy „ubrać” naszą sesję w formę zabawy, w której dziecko będzie pokazywało swoje własne emocje odpowiednie do danej chwili, do danej sytuacji radość, śmiech, czasami złość, zakłopotanie, zawstydzenie czy inne, o których dorośli już dawno zapomnieli. To jest właśnie kolejny złoty klucz do stworzenia fajnych zdjęć, które przecież pozostaną nam jako pamiątka na całe życie. Wróćmy jednak do tematu już samego działania… rozpoczyna się sesja, krok po kroku rozwija się przyjacielska współpraca fotograf – mały model i napotykamy na pierwszy kłopot natury wielkościowej. Taki mały, taki duży … i przychodzi tutaj z pomocą jedna z fotograficznych zasad, która mówi nam, żeby modela fotografować z jego poziomu. W tym jednak wypadku jesteśmy w doskonałej sytuacji bo łatwiej kucnąć by móc naszemu modelowi spojrzeć w oczy czy nawiązać z nim sytuacyjną konwersację, niż biegać po parku z drabiną, udając że w tym roku parkowe czereśnie bardzo obrodziły. Czy samo kucanie nam wystarczy ? Niestety nie, często gdy nasz maluch włączy swoją otwartość na swojego nowego przyjaciela fotografa, zaczyna się prawdziwa zabawa polegająca na chowaniu się, odwracaniu, tańczeniu, skakaniu czy też leżeniu na ziemi niezależnie od tego co to za ziemia i co na tej ziemi właśnie jest. Nie raz. nie dwa leżałem już na trawniku rozmawiając np o kasztanach z ich małym zbieraczem lub musiałem wykazywać się wiedzą dotyczącą kwiatków a niekiedy technicznymi umiejętnościami w robieniu wianków. Łowiłem ryby znalezionym patykiem w pobliskiej kałuży i wypatrywałem koniki polne, tłumacząc zasadę ich działania lub poznając inne zasady, całkiem mi obce … pamiętajcie, koników się nie nakręca, one mają w nogach takie swoje sprężynki….. 

 

 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *